FANDOM


To pierwszy rozdział opowiadania,które piszemy wspólnie z Gromem.Zapraszam...


Samo otworzenie oczu zajęło mi całą wieczność.Dookoła panowały egipskie wręcz ciemności,nie można było dojrzeć niemalże niczego.Z moją głową nie było lepiej;w niej również było zupełnie pusto. Nie wiem,jak mam na imię. Nie wiem,skąd się tu wziąłem. Nie wiem,gdzie jestem. Z trudem usiadłem i przycisnąłem rękę do czoła.Choćbym próbował z całych sił,nie umiałem sobie niczego przypomnieć.Rozejrzałem się dookoła.Ponieważ oczy zdążyły przyzwyczaić się do mroku,mogłem rozróżnić kształty.Znajdowałem się na skalnej półce,wypiętrzonej jakieś pół metra nad ziemią.Ze sklepienia zwisały stalaktyty,więc znajdowałem się w jakiejś jaskini.Nie za dużo mi to powiedziało.Powoli zszedłem ze skały i stanąłem na ziemi.Ten niespodziewany ruch był zbyt dużym wysiłkiem dla mojego organizmu,bo natychmiast zakręciło mi się w głowie i upadłem na kolana.Po kilku chwilach wszystko się uspokoiło i mogłem spokojnie otworzyć oczy. Wtedy zauważyłem,niecałe kilkanaście centymetrów ode mnie stoi malutkie,dziwne stworzonko.Było niemal czarne,nie licząc błękitnych wzorków na głowie. Wpatrywało się we mnie intensywnie i powoli przybliżało.Wyciągnąłem rękę. -Hej mały. Stworek obrzucił moją dłoń nieufnym spojrzeniem i już myślałem,że ucieknie,gdy ten wydał z siebie przeciągły pisk i wskoczył.Zauważyłem,że ma zielone oczy.Pogłaskałem go po głowie. -Wiesz jak stąd wyjść? Stworzonko pokiwało głową i małą łapką wskazało,że mam się udać w lewo.Posłusznie wstałem i ruszyłem w kierunku pokazywanym przez malucha.

Po około dwudziestu minutach kierowania się wskazówkami stworka zdałem sobie sprawę,że dookoła jest nienaturalnie cicho.Z początku nawet nie zdawałem sobie z tego sprawy,ale później zastanowił mnie fakt,czy aby w jaskini nie powinno być więcej życia...Nagle mój mały towarzysz wyprostował czułki na główce i zaczął cicho piszczeć. -Coś się stało? Mały? I wtedy zobaczyłem JEGO.Krwistoczerwony kształt zbliżał się do mnie,szczerząc groźnie białe kły.Złotobursztynowe oczy płonęły nienawistnym blaskiem.Każde z sześciu czerwonych ogonów było nastroszonych.Z gardła bestii dobywało się gardłowe warczenie.Zbliżała się do mnie.Zacząłem się wycofywać. -Co tu robisz?-wyharczał zwierz.-Wszedłeś na nasze terytorium. -Nie wiedziałem-odparłem cicho. -Nikt się tu nie zapuszcza.Czyżbyś pragnął śmierci?-lis uśmiechnął się okrutnie.Obok niego zaczęły pojawiać się inne lisy;niektóre były złote,niektóre czarne,inne miały po trzy ogony,po pięć,jeden miał tylko jeden,natomiast jeszcze inny aż osiem.Jednak oczy każdego z nich były takie same-złociste,o strasznym wyrazie.Strach zmroził mi krew w żyłach.Nie myśląc nad tym co robię,odwróciłem się na pięcie i zacząłem biec.Bestie ruszyły za mną.Słyszałem ich warczenie i parskanie.Mały towarzysz kurczowo trzymał się mojego ubrania.Nie widziałem,dokąd biegnę.Chciałem tylko uciec od tej przerażającej watahy. Nagle poczułem uderzenie.To jeden z lisów,czarny,o czterech ogonach,skoczył na mnie i przygwozdził mnie do ziemi.Stworzonko siedzące mi na ramieniu zostało wyrzucone jak z katapulty.Upadło jakieś trzy-cztery metry ode mnie. -Mały...-zdołałem wyharczeć,bo lis zaczął mnie podduszać.Ciemne stworzonko,jęcząc,obróciło główkę w moją stronę.Zamknęło oczka. Wtedy to poczułem,jakby coś we mnie obudziło się do życia.Zacząłem rosńąć,mój wzrok,węch i słuch się wyostrzyły.Zamachnąłem się z całej siły ręką,próbując zrzucić napastnika.Lis pisnął głucho,gdy moje pazury zadrasnęły jego bok.Czym prędzej zeskoczył i czmychnął do watahy z podkulonymi ogonami.Reszta bestii stanęła przerażona.Widocznie moja przemiana wzbudziła w nich paniczny lęk. -Odejdźcie!-wyharczałem.Zwierzęta pomału zaczęły się wycofywać.Tylko jeden,głupi,srebrny lis z jednym ogonem skoczył ku mnie.Odepchnąłem go silnym ogonem.Lis uderzył o ścianę.Reszta stada przyglądała mi się z lękiem.Wtedy poczułem delikatne szturchnięcie.To mój mały przyjaciel dopełzł do mnie.Spojrzałem na niego.Wskazywał koniec mojego ogona i wskoczył na niego.Zrozumiałem,że mam nim machnąć.Stworzonko,wystrzelone z ogromną siłą,transformowało.Było większe,czułki zmieniły się w rogi.Maluch uderzył dziwnym atakiem w lisy,co ostatecznie zmusiło je do ucieczki.Teraz poczułem się,jakby ta dtua część mnie ponownie usnęła. Nagle,obok mnie zmaterializowało się kilka dziwnych stworzeń.W pierwszym odruchu pomyślałem,że to koty.I zrozumiałem,że wyglądają nieco podobnie do zmienionego mnie. -Kim jesteście?-zapytałem.Największy z nich odrzekł: -Jesteśmy Klanem Cienia.A ty masz coś,co należy do nas.Póki co,nie musisz wiedzieć,co to jest.Dowiesz się w swoim czasie-po tych słowach zniknęli.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki